Przez lata uważałam, że po prostu pracuję w eksporcie. Dopiero z czasem zrozumiałam, że papiery, odprawy i procedury to tylko tło. Dzisiaj wiem, że to była tylko powierzchnia. Pod spodem uczyłam się czegoś o wiele ważniejszego — uczyłam się ludzi.
Prawdziwy biznes to nie tabelki, to człowiek
Były zamówienia, dokumenty, odprawy celne, terminy, klienci z różnych krajów. Dużo rzeczy trzeba było dopilnować, skoordynować i dowieźć na czas.
Dopiero po latach zobaczyłam, że praca w eksporcie nauczyła mnie czegoś, co dzisiaj jest dla mnie znacznie ważniejsze niż same procedury.
Nauczyła mnie patrzeć na organizację przez ludzi.
Pracując w dużej firmie produkcyjnej, miałam okazję poznawać ją z różnych stron.
Współpracowałam z wieloma działami, uczestniczyłam w procesach, rozmawiałam z klientami i osobami odpowiedzialnymi za kolejne etapy realizacji zamówień.
I coraz wyraźniej widziałam, że za tym wszystkim są ludzie.
Nie tylko stanowiska i zakresy odpowiedzialności.
Ludzie, którzy czasem byli pod presją. Którzy mieli swoje problemy.
Którzy nie zawsze wiedzieli, jak coś powiedzieć albo jak poradzić sobie z trudną sytuacją.
Najbardziej zapamiętałam właśnie rozmowy.
- Klient, który podczas spotkania biznesowego zaczynał opowiadać o swojej rodzinie.
- Współpracownik, który przychodził do mojego biura „tylko na chwilę”, a po chwili rozmowa przestawała dotyczyć zamówienia czy terminu dostawy.
Zaczynała dotyczyć tego, co naprawdę było dla niego trudne.
- Presji.
- Odpowiedzialności.
- Zmęczenia.
- Czasem wątpliwości, czy jeszcze daje radę.
Dzisiaj myślę, że właśnie tam zaczęło się moje zainteresowanie tym, co dzieje się z człowiekiem pod powierzchnią jego zawodowej roli.
Bo można mieć doświadczenie, kompetencje i dobre wyniki, a jednocześnie być zmęczonym.
Można dobrze wykonywać swoją pracę i jednocześnie coraz częściej zastanawiać się: czy ja jeszcze chcę tak żyć?
Można przez długi czas działać na wysokich obrotach i dopiero po czasie zauważyć, że coś ważnego zostało po drodze zgubione.
Dzisiaj, kiedy pracuję jako coach, często spotykam ludzi właśnie w takim miejscu.
Nie zawsze potrzebują kolejnej wiedzy, szkolenia czy techniki zarządzania.
- Czasem potrzebują zatrzymać się na chwilę i sprawdzić, co właściwie się z nimi dzieje.
- Co jest ich potrzebą, a co oczekiwaniem innych.
- Co nadal jest dla nich ważne.
- I czego chcą dalej.
Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że moje doświadczenie biznesowe i dzisiejsza praca coachingowa wcale nie są od siebie tak odległe.
W obu przypadkach najbardziej interesował mnie człowiek.
Tyle że kiedyś spotykałam go przede wszystkim po drugiej stronie biznesowego stołu.
Dzisiaj siadam z nim przy jednym stole, żeby porozmawiać o tym, jak myśli, co czuje, za czym tęskni, co sprawia, że mimo sukcesów zawodowych czasem przestaje czuć sens.
Zatrzymanie to nie słabość. Jak usłyszeć siebie w zawodowym pędzie?
Gdy dzisiaj rozmawiam z osobą, która czuje presję, przeciążenie albo zaczyna zastanawiać się, czy nadal jest na właściwej drodze, dzielę się z nią taką myślą:
Warto dać sobie zgodę na to, żeby się zatrzymać. Wiem, że to może być trudne, kiedy wszystko wokół pędzi, a terminy gonią. Ale zatrzymanie to nie słabość — to czas, którego potrzebujesz, żeby usłyszeć samego siebie. Żeby w ogóle usłyszeć różnicę między tym, czego oczekuje od Ciebie środowisko, a tym, czego w tym wszystkim potrzebujesz Ty. Bo dopiero stamtąd można pójść dalej, budując mądre mosty ze światem zewnętrznym, ale cały czas w głębokiej zgodzie ze sobą.
Zrób pierwszy krok w stronę własnej zgody
Jeśli czujesz, że pędzisz wbrew sobie, utknąłeś w natłoku obowiązków albo Twoje sukcesy zawodowe przestały dawać Ci satysfakcję — nie musisz szukać kolejnego uniwersalnego szkolenia.
Czasem potrzebujesz po prostu bezpiecznej przestrzeni, żeby się zatrzymać i przyjrzeć temu, co dzieje się naprawdę.




